Safety assesment, czyli kto i po co bada?

Zastanawialiście się kiedyś kto czuwa nad bezpieczeństwem używanych przez Was kosmetyków? Czy sprawdzaliście wiarygodność informacji umieszczanych na etykiecie? Gdzie zgłosić reakcję alergiczną lub działanie niepożądane (np. opuchliznę) po użyciu kosmetyku? Dziś odkrywamy przed Wami tajemnicę dopuszczania kosmetyków do obrotu. Rozmawiamy z naszą Assesorką, Agnieszką Wasilewską.

Daria: Nie każdy zdaje sobie sprawę (nawet niektórzy „producenci”!), że aby legalnie sprzedawać kosmetyki, a tym samym uniknąć kar finansowych, które będą egzekwowane przez Sanepid oraz Inspekcję Handlową  trzeba przejść szereg badań i procedur oraz zarejestrować produkt na specjalnej stronie.

Aga: Tak, to prawda! Przyznam się, że mimo, iż znam się na badaniach kosmetyków i od dawna nad tym pracuję, sama zdziwiłam się niedawno jak czaso i pracochłonne są to zabiegi.

Daria: Zanim pogrążymy się w procedurach i technologii opowiedz o sobie. Skąd u drobnej dziewczyny intersującej się fotografią zrodziła się pasja do przemysłu chemicznego?

Aga: Jako dziecko fascynowałam się medycyną, do czego w znacznej mierze przyczynił się George Clooney i reszta obsady serialu Ostry dyżur. To był chyba pierwszy serial dla dorosłych, w którym się totalnie wciągnęłam. Jako 13-letnie dziecko znałam podstawy pierwszej pomocy i nie straszny był mi widok z sali operacyjnej. W wieku 14 lat, kiedy należało podjąć pierwszą ważną decyzję związaną z edukacją, wybrałam klasę o profilu biologiczno-chemicznym w VIII liceum ogólnokształcącym w Bydgoszczy. Wybór padł na tą właśnie szkołę trochę ze względu na ranking, trochę na wygodę - mogłam do niej dojść pieszo w jakieś 15-20 minut. Ale już bardzo szybko okazało się, że to był strzał w 10! W szkole, jak zawsze, nauczyciele trafiają się różni, mniej lub bardziej zaangażowani w swoją pracę. Ja trafiłam na najwspanialszego nauczyciela świata - panią Józefinę Ziejewską, nauczycielkę chemii. Ta bardzo ciepła i zawsze uśmiechnięta osoba była jednocześnie bardzo wymagającym i bardzo zaangażowanym w swoją pracę nauczycielem. Cierpliwie tłumaczyła wszystkie zagadnienia, doceniała oryginalny sposób myślenia, a to wszystko w życzliwej atmosferze. To pewnie dlatego do matury z chemii na naszym roczniku przystąpiła rekordowa ilość osób. Nie trudno się więc domyślić, że od tej pory to chemia stanęła w centrum mojej uwagi. Już po dwóch latach edukacji licealnej doszłam do wniosku, że swoją przyszłość zwiążę jednak z chemią.. Po ukończeniu liceum i zdaniu matury złożyłam dokumenty na Wydział Chemii na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu i na Wydział Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Dostałam się na obie uczelnie, jednak mój wybór padł na Poznań. Kierunek jaki wybrałam - synteza i analiza chemiczna. W ciągu trzech lat spędziłam chyba więcej czasu w laboratoriach niż we wszystkich innych miejscach razem wziętych, a przynajmniej tak mi się teraz wydaje z perspektywy czasu. Chemia organiczna, nieorganiczna, analityczna, fizyczna i instrumentalna wypełniały moją naukę. Będąc na studiach nigdy nie żałowałam swojego wyboru, zawsze wiedziałam, że to jest to! Jako magisterskie studia uzupełniające wybrałam chemię kosmetyczną, wydawała mi się dość oryginalnym kierunkiem. W czasie dwóch lat sporo nauczyłam się o składzie kosmetyków, sposobie ich analizowania oraz metodach otrzymywania ich składników. Po studiach kontynuowałam swoją przygodę z chemią prowadząc prace badawcze na Wydziale Technologii i Inżynierii Chemicznej na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. W czasie ośmiu lat udało mi się uzyskać osiem patentów o tematyce barwników metalokompleksowych stosowanych do barwienia różnych tkanin oraz miałam okazję uczestniczyć w różnych konferencjach krajowych i zagranicznych.

Daria: No i wtedy, gdy zdecydowałaś się porzucić doktorat trafiłyśmy na siebie. Powiedziałam, że szukamy Safety Assesora.

W 2017 roku zainteresował mnie temat safety assessment. Jako, że temat kosmetyków i badań laboratoryjnych od dawna jest mi bliski, a zagadnienia związane z safety assessmente łączą je w sobie, postanowiłam zgłębić to zagadnienie. W związku z tym wzięłam udział w szkoleniu "Vademecum Safety Assessora - ocena bezpieczeństwa kosmetyków krok po kroku, w teorii i praktyce" przeprowadzonym przez panią Kamilę Pawłowską. Dowiedziałam się w jaki sposób podejść do tematu raportów bezpieczeństwa dla kosmetyków, w jaki sposób czytać odpowiednie rozporządzenia i dyrektywy oraz gdzie szukać potrzebnych informacji. Po zdobyciu niezbędnej wiedzy, a także cały czas pamiętając o tym czego nauczyłam się w trakcie studiów zaczęłam współpracę z Bydgoską Wytwórnią Mydła. Od tej pory wykonuję raporty bezpieczeństwa dla różnych produktów kosmetycznych produkowanych w Wytworni, zarówno olejków, mydeł, jak i peelingów i hydrolatów. Razem dbamy o to, aby produkowane i sprzedawane kosmetyki spełniały najwyższe standardy jakościowe.

Daria: Opowiedz, jak wygląda praca Assesora?

Aga:  Kosmetyk musi przejść wiele badań, by być uznanym za bezpieczny i móc trafić na rynek. Za przykład weźmy mydło naturalne. Najpierw spoglądam na skład i proszę producenta o listę składników wraz z ich dokumentami.

Daria: Dla nas to pracowity etap. Musimy zgromadzić wszystkie karty charakterystyki produktów, a nie zawsze jest to łatwe! Niejednokrotnie okazało się niemożliwe. Przykładem jest słynne mydło whisky. Przestaliśmy je produkować, gdy straciliśmy źródło pozyskiwania alkoholu z kartą charakterystyki. Duży producent tego trunku nie jest zainteresowany korespondencją z nami, a my musimy mieć dokumenty tego składnika. Wiele osób pyta nas do dziś, czy wrócimy do jego produkcji.

Aga: Gdy już mamy karty charakterystyki, czas na badania. Wysyłamy próbki kosmetyku do specjalistycznego laboratorium, w którym spędzają 2 miesiące. W tym czasie wykonuje się badania mikrobiologiczne, dermatologiczne i aplikacyjne. Mydło jest pozostawione w różnych warunkach, by sprawdzić jak się zachowa. Sprawdzane są także jego pH, gęstość i czystość, np. czy nie zawiera jakichś grzybów czy innych mikroorganizmów.

Gdy ta część jest gotowa i wyniki badań są gotowe przystępuję do pracy nad najważniejszym dokumentem. Jest to raport bezpieczeństwa kosmetyku.

Daria: Wyjaśnij czym jest raport oceny bezpieczeństwa?

Aga: To dokument, na który składa się dokładny opis kosmetyku oraz jego właściwości, wyniki badań, wskazówki i wytyczne do powstania opakowania i etykiety. Ważną częścią są alergeny. Substancje uczulające w kosmetykach to często zapachy, czyli to, co kryje się pod hasłem AROMA w składzie. Jeśli danej substancji jest więcej niż wg. zalecanej normy to musi być wymieniona osobno i wskazana jako alergen. Przykładem może być kumaryna (coumarin).

Daria: Na tej podstawie tworzymy etykietę.

Aga: I to właśnie jest też główny element, który kontroluje SANEPID i PIH. Ci drudzy sprawdzają, czy na etykiecie są wszystkie potrzebne dane. Natomiast kontrola inspektora z Sanepidu, którą mamy co roku jest bardziej wnikliwa. Sprawdzają punkt po punkcie raport oceny bezpieczeństwa wybranego kosmetyku, a także schemat dostaw, faktury od dostawców i poprawność wpisu do CPNP.

Wpis do bazy CPNP to zgłoszenie kosmetyku do unijnego zbioru, w której musi się znaleźć każdy preparat, który został dopuszczony do obrotu na rynku. Jeśli go tam nie ma, to znaczy, że kosmetyk nie ma badań i potrzebnych dokumentów.

Daria: Procedury są długie, ale dzięki temu mamy pewność, że mydło, którego używamy nie szkodzi nam na skórę.

Aga: Ważne jest też to, że zgodnie z normą ISO firma produkująca kosmetyki musi mieć procedurę zgłaszania i monitorowania niepożądanych działań kosmetyków. Jeśli ktoś używa naszego kosmetyku i mu zaszkodzi to zgłasza się do firmy i wtedy otrzymuje poradę, co zrobić. My ze swojej strony sprawdzamy ponownie kosmetyk przeprowadzając ponowne badania i dostawy. Jeśli problem się ponawia to zgłaszamy sprawę do odpowiedniej jednostki. Najważniejsze jest przecież bezpieczeństwo.

Daria: Dziękuję za rozmowę.

Aga: Ja też dziękuję.

Zostaw wiadomość

* Imię:
* Email: (nie zostanie opublikowany)
* Komentarz