Ja, Facet! Podróże, małe i DUŻE.

Czy przyjaciele Muzeum Mydła i naszej Bydgoskiej Wytwórni Mydła wiedzą jak docierają do nich naturalne kosmetyki, bez konserwantów. Kupujecie na stronie i czekacie? A co w tym czasie myśli kurier, kierowca, handlowiec? Nie wiecie? To zapraszam do czytania. Tym razem płyniemy prozą. :)

ja facet - podroze

Rozpoczynam dzień charakterystycznym trzaśnięciem drzwiami auta. Wkładam kluczyk do stacyjki, słyszę pompę paliwa co do serca zaczyna pompować ulubiony płyn. Załączam bieg i powoli włączam się do ruchu. Podążam przed siebie. Jestem kierowcą, świat umyka mi spod kół. Jadę, rozważam egzystencję, byt i niebyt, życie i śmierć, szczęście i cierpienie. Tyle godzin za kierownicą, tyle krajobrazów, sytuacji niebezpiecznych jak przedstawiciel handlowy w firmowym białym aucie, śmiesznych i nostalgicznych jak rolnik siejący „z ręki”. Pogoda i słota, śnieg, deszcz, słońce w oczy, tak nisko na ziemią. A między ziemią, a niebem błękit dnia, bladość świtu, czerń nocy. Taka koalicja kolorów, żeby nie było szaro. Nudno, trochę muzyki, czasem pośpiewam, czasem posłucham radia. Widzę z daleka Włocławski Anwil, świeci na horyzoncie bezkresnej ciemności, potem świt nad Wisłą, blady księżyc odbija się w wodzie. Nie widzę drugiego brzegu, może to morze, a może ocean? Ranek nad Radomiem, smutne wspomnienie roku ‘76, miasto budzi się do pracy, jakieś typki trąbią w bramie poranny hejnał, a nie ma jeszcze ósmej. Miasto z góry, miasto z dołu i następne tysiące kilometrów w „plecach”. Czasem wysiadam z auta i robię zdjęcie nie wyłączając silnika. Szybkie ujęcie czegoś starego lub nowoczesnego, czegoś co „przykuło” mój wzrok. Tak, aby utrwalić chwilą na światłoczułej błonie, bo jestem konserwatywny. Zdjęcia dla przyjaciół, dla potomnych, dla siebie na ciemne, zimowe wieczory, na rozpacz, na huśtawkę nastrojów. Tyle miast, uczuć, doznań, emocji, ludzi. W każdym jakieś wspomnienie, rozmowa, człowiek! Zwykły obywatel, co się musi obywać,  kapłan, dyrektor, stróż na bramie, ochroniarz, prezes. Rozmowy, nauki, konflikty. Lublin – miasto ukochane od pierwszego wejrzenia. Tu jest mój drugi dom, tu mam spokój, tu jestem daleko od domu, od zgiełku, od wszystkiego. W centrum miasta, a spokój jak na wsi, spokój dla ucha i dla duszy. Radomsko, Zielona Góra, Tarnów, Kraków, Wrocław. W każdym mieście inna mentalność mieszkańców, inny język,  architektura, urbanistyka. Wyobraźcie sobie, że są miasta i miasteczka nie mające rynku, ani nawet wydzielonego centrum. Tak jak gdyby ktoś zapomniał, pominął i zostawił mieszkającym tylko równe ulice, place, domy, sklepy. Znowu w aucie, znowu w drodze. Kawa na stacji, paliwo do baku. Koleiny, dziury, ciężarówki, ale tyle radości z piękna polskiej ziemi. Wszędzie ludzie – sympatyczni, złośliwi, tak różni, zabiegani, nieufni. A gdyby tak skupić się na innych kierowcach? Wszystkich coś prowadzi, tylko w różne strony. Nie wszyscy dziś dotrą do celu. O, widzę auto na poboczu, mruga do mnie przyjaźnie pomarańczowym kolorem. Ale kierowca nie jest radosny, może ma ważną przesyłkę, może się spieszy do pracy albo na spotkanie. Może znowu któryś raz z rzędu popsuło mu się auto i spóźni się na wykład. Wracam do domu i po kilku dniach marzy mi się następny długi wyjazd. Obojętnie gdzie, byle dalej, byle nowe miasto, nowa wieś. Czerpię z tego zawodu ile się da, pojadę na północ, południe, w pogodę i w śnieg...

 

Adam