ŻYCIE WYTWÓRNI

Nie wiem, czy to pierwszy tekst z serii o wytwórniowej rzeczywistości, czy może wyjątkowa, jednorazowa opowieść o tym, co u nas się dzieje na co dzień, ale myślę, że chętnie to przeczytacie. Sądzę, że wiele osób, kupujących w manufakturach, jest żywo zainteresowanych tym, kto tam pracuje, kto zrobił dane mydło albo kto wymyślił przepis na peeling. Lubimy takie smaczki i zaraz opowiemy Wam, co u nas.

 

Na wejściu

Przyznaję, że pierwsze, co robię, to sprawdzanie zamówień. Jeszcze zanim włączę wszystkie światła, komputer działa, bo przecież muszę wiedzieć, co dziś będę pakować! :) Zatem od tego zaczynam, ponieważ od przesyłek, ich ilości i zawartości zależy też cały mój dzień i rytm pracy. Nie wiem, czy śledzicie profil instagramowy BWM, ale pokazywałyśmy Wam tam nasze „flamingi”, czyli kalendarz, który jest dla nas niezwykle ważny (i na dodatek różowy). W tym miejscu (ale nie tylko tym, oczywiście), zapisujemy m.in. to, co dziś będzie grane w garach.

 

Flamingi

Nasz różowy kalendarz jest więc księgą życzeń, nieskładnych notatek dyktowanych nam przez telefon, pomysłów małych i dużych oraz, co najważniejsze, planem pracy. Możemy tam w każdej chwili zajrzeć i skontrolować, co dzisiaj będziemy dziergać.

Czasami okazuje się, że na ten dzień zaplanowałyśmy większą produkcję mydła, czasami musimy przygotować partię olejów do brody, a jeszcze innego dnia należy ukręcić peeling. Musimy rozłożyć między siebie pracę, zadbać o to, żeby zamówione przesyłki zostały zapakowane i wyruszyły do klientów, odbierać telefony i czasami zaśpiewać wspólnie „Don’t speak”, gdy Gwen występuje w radiu.

 

Paczki

A wiecie, jak lubimy pakować przesyłki? Mamy teraz nowe ekstrakartony i samą przyjemnością jest umieszczanie w nich zapakowanych mydeł czy butelek z olejami. Mamy też nadzieję, że podobają Wam się nasze nowe kartki, na których się podpisujemy. Mamy poczucie, że wtedy my i nasi klienci jesteśmy sobie bardziej bliscy, a fajnie jest tworzyć z Wami relację.

Musimy też przyznać, że wielkie wrażenie robi na nas też moment, gdy spakujemy już wszystko, co trzeba i możemy sobie spojrzeć na górę kartonów wypełnionych produktami, które niedługo pojadą w różne miejsca Polski.

 

Produkcja

To jest chleb powszedni. Codziennie coś produkujemy, prawie codziennie kroimy mydło, które już zastygło w formach, wypisujemy etykiety, owijamy gotowe i wyleżakowane mydła… Bo wiecie, że mydło sodowe wyrabiane metodą „na zimno”, czyli takie jak nasze, musi po produkcji poleżeć kilka tygodni, zanim stanie się gotowe do użycia, prawda? Gdy już wygodnie usiądziemy przy blacie, wtedy możemy umieszczać naklejki z etykietami na butelkach, możemy też zakręcać słoiczki, a także owinąć mydła w papier i przewiązać ekologicznym sznurkiem.

 

zamowienie - bydgoska wytwornia mydla

I wszystko to sprawia nam ogromną frajdę – mamy nadzieję, że to czujecie. Dobrze jest robić coś dla kogoś tak od serca. <3

 

Magda